Od czegoś trzeba zacząć

cytat

 

Do nauki języka zainspirować może nas bardzo wiele: koleżanka, które biegle włada portugalskim, daleka podróż i zetknięcie z nową kulturą, a co za tym idzie z jej językiem, francuskojęzyczna piosenkarka…  Można by wymieniać naprawdę długo.

Najważniejsze jednak, by gdy już pojawi się ten impuls, wytrwać w postanowieniu. Każdy, kto na fali takiego zapału brał się za naukę wie, jak może się to skoczyć. Po kilku dniach intensywnej nauki zostajemy ze stertą pięknie wydanych podręczników, zeszytów ćwiczeń etc., które stoją na półkach niczym wyrzut sumienia i z dnia na dzień pokrywają się coraz grubszą warstwą kurzu.

Żeby takiej sytuacji zapobiec, w pierwszej kolejności musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego w ogóle do niej doszło.

Gdy już podejmiemy decyzję „Nauczę się języka… [tu wstaw jaki to miałby być język]”, czujemy przyjemną ekscytację związaną z przygotowaniami do nauki; szukamy materiałów w księgarniach i internecie, przeglądamy oferty szkół językowych, buszujemy po tematycznych forach itd. Oczyma wyobraźni widzimy siebie zamawiających piękną francuszczyzną obiad w paryskiej restauracji i wdających się w swobodną pogawędkę z kelnerem.

Nagle jednak okazuje się, że za żadne skarby świata nie możemy zapamiętać odmiany banalnego nieregularnego czasownika, zasady dotyczące rodzajników wcale nie są tak oczywiste jak mogłoby się wydawać, a próby mówienia z nienagannym akcentem kończą się w chwili, gdy jesteśmy o krok od połamania sobie języka.

I wtedy próbujemy sobie wmówić najgorszą z możliwych rzeczy, powtarzając w myślach, po każdej takiej nieudanej próbie, nieśmiertelny frazes „nie mam talentu do języków„. Te kilka słów jest w stanie skutecznie zabić nasz entuzjazm, skoro nie mam talentu, to nigdy się tego porządnie nie nauczę, więc po co w ogóle przeciągać tę farsę. I odpuszczamy. Może z lekkim poczuciem winy, ale we własnych oczach usprawiedliwieni.

Nikt nie twierdzi, że takie naturalne talenty językowe nie istnieją, ale występują w przyrodzie niemal tak samo rzadko, jak wolne miejsce w autobusie w godzinach szczytu. Nie oczekuj więc, że w lot wychwycisz wszystkie niuanse nowego języka i za miesiąc będziesz już tylko o krok od biegłego posługiwania się nim. Tak dobrze nie będzie, ale z miesiąca na miesiąc będzie coraz lepiej. Pamiętaj tylko, że cele bez wyznaczonego terminu realizacji nie są celami, tylko marzeniami. Niech więc cel ma swój deadline, kamienie milowe, które marzenie przekształcą w cel, do którego systematycznie, krok po kroku, będziemy dążyć. Mogą to być egzaminy językowe, precyzyjnie określone partie materiału, który się opanowało, takie punkty kontrolne na ścieżce, która ma zwieść nas wprost do celu.

Jeśli otrzymamy niepodważalny dowód na to, że nasze wysiłki przynoszą efekt, będziemy mogli czerpać z nich siłę, by sprostać kolejnym wyzwaniom. Nie zapominajmy o jednej, fundamentalne prawdzie: każdy, kto jest ekspertem w jakiejś dziedzinie, kiedyś był zaledwie początkującym.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*